Kvety a hory 2012
6 – 10 czerwca
Skały zamiast kwiatów
Tegoroczne Kvety a Hory nie całkiem pasowały do tej nazwy, bo kwiatów było mało. Właściwie same pospolite, z ciekawszych gatunków widzieliśmy tylko pierwiosnkę maleńką i sasankę alpejską nad Śnieżnymi Kotłami. Za to bardzo obrodziły różnorodne formy skalne. Wedrówki rozpoczęliśmy od Cieplicko-Adrszpaskich skał, imponujących wysokimi ścianami i strzelistymi turniami o gładkich ścianach. W głąbokiej skalnej rozpadlinie leżał jeszcze śnieg.
Kolejny dzień przyniósł wycieczkę w Karkonosze. Ze Szpindlerowego Młyna wyszliśmy piękną doliną Łaby do Labskiej Boudy (ohydna budowla, szpecąca krajobraz w promieniu wielu kilometrów), a następnie do źródeł Łaby. Następnie wyszliśmy na grzbiet Karkonoszy, ponad Śnieżne Kotły (też stoi tam paskudne gmaszysko), dalej zboczami Wielkiego Szyszaka a potem koło Czeskich Śląskich Kamieni zeszliśmy na Przełęcz Karkonoską. Od czeskiej strony dochodzi tam asfaltowa szosa i dojeżdża autobus. Skorzystaliśmy ze sposobności aby zjechać do Szpindlrowego Młyna, co było bardzo na czasie, bo właśnie się mocno rozpadało.
Trzecia wycieczka prowadziła już na teren właściwego Czeskiego Raju, obszaru o b. złożonej budowie geologicznej. Pierwszym punktem zwiedzania była Riegrova stezka – ciekawie poprowadzony szlak wzdłuż skalistego kanionu Jizery, wzdłuż którego odsłaniają się różnorodne formacje geologiczne. Na końcu ścieżki miał czekać nasz autobus, okazało się jednak, że z powodu jarmarku w Żelaznym Brodzie droga jest zamknięta, musieliśmy jeszcze podejść 4 km do miasteczka. Z Żelaznego Brodu pojechaliśmy do ruin zamku Trosky wznoszących się na dwóch potężnych bazaltowych słupach, a następnie do skalnego miasta Prachowskie Skały k. Jiczyna. Prachowskie Skały, chociaż też piaskowcowe, różnią się zewnętrzną fakturą i ugrupowaniem od Adrszpaskich. Inaczej też poprowadzone są szlaki, które wchodzą na wiele punktów widokowych na szczytach skał. Co ciekawe skały są prywatne! Należą do rodziny Schlików, która opiekuje się rezerwatem. Dzień zakończyliśmy w pięknym Jiczynie, wśród zabytków pamiętających czasy Valdsteina.
Czas w Czechach szybko upłynął i trzeba było wracać. Po drodze starczyło nam jeszcze czasu na krótki przystanek w Chełmsku Śląskim i dłuższy w Krzeszowie, dawnym cysterskim opactwie.
Nie ulega wątpliwości, że obszar Sudetów po obu stronach granicy jest bardzo atrakcyjny krajobrazowo i bogaty w obiekty krajoznawcze. Z pewnością trzeba tam jeszcze pojechać.