Kvety a hory 2004
10 – 13 czerwca
Na Kvety do Słowackiego Raju
Przeglądając skany z fotografii i wytężając do granic możliwości pamięć udało mi się spisać krótkie wspomnienie z drugich z kolei Kvetów, które odbyły się w czerwcu 2004. Nie pamiętam, czy wyjechaliśmy we środę po południu, czy w Boże Ciało rankiem. Kwaterowaliśmy w prywatnym domu w jednej ze wsi po północnej stronie Raju. Pierwsza wycieczka miała charakter krajoznawczy: zwiedzaliśmy kościół w Spiskim Czwartku ze wspaniałą gotycką kaplicą Zapoly’ów, trochę czasu spędziliśmy w Lewoczy, a potem pojechaliśmy do Spiskiej Kapituły, skąd piechotą poszliśmy na Spiski Hrad. Wydaje mi się (ale nie ma tego na zdjęciach), że po zwiedzeniu ruin poszliśmy przez rezerwat Drevenik do Żehry, gdzie w starym kościółku są cenne freski. Późnym popołudniem rozpętała się gwałtowna burza, którą przeczekaliśmy w kościółku.
Następnego dnia (piątek) wybraliśmy się do Raju. Szliśmy przez Velky Sokol aż na spłaszczenie zwane Glac, ale którędy zeszliśmy na dół – tego nie wiem, z pewnością nie wąwozem.
W sobotę pojechaliśmy na południową stronę gór, do Dedinek, skąd długaśnym i powolnym wyciągiem krzesełkowym wyjechaliśmy na polanę Geravy (1027 m). Następnie zeszliśmy do długiej doliny Białej Tomaszowskiej, w której znajduje się zachowana klauza. Po drodze spotkaliśmy stanowiska obuwików. Długi marsz doliną doprowadził nas do Hornadu, wzdłuż którego doszliśmy do Cingowa, gdzie czekał bus.
W dniu powrotu jeszcze raz odwiedziliśmy Raj. Przeszliśmy krótki (ale ze „stupaczkami”) fragment Przełomu Hornadu, a następnie wspięliśmy się na Tomaszowski Vyhlad, wznoszący się 150 m ponad rzeką. Spojrzenie w przepaść może przyprawić o zawrót głowy!
Droga powrotna chyba przebiegła sprawnie, bo kłopoty bym zapamiętał.
(Wspomnienie spisane w maju 2021)