Góry Świętokrzyskie 2011
10 – 13 listopada
45+1 w Górach Świętokrzyskich
45 osób, nie licząc psa, wzięło udział w tegorocznym sabacie, który wypadł akurat podczas pełni księżyca, a odbył się u stóp Łysicy w gościnnym ośrodku PTTK „Jodełka”.
Zjechaliśmy się we czwartek, 10 listopada, wieczorem, a od rana następnego dnia rozpoczął się intensywny program turysytyczno-krajoznawczy. Najpierw była całodzienna, do zmierzchu, wycieczka grzbietem Pasma Jeleniowskiego, przy chłodnej, ale słonecznej pogodzie. Kolejnego dnia pojechaliśmy najpierw do Bodzentyna, aby obejrzeć tamtejszy kościół, kryjący we wnętrzu zupełnie nieprowincjonalne działa sztuki, potem do Wąchocka znanego z opactwa cystersów założonego w 1179 roku. Romańska bryła kościoła i wspaniały kapitularz przypomniały nam miejsca widziane podczas niedawnej wycieczki Sacri Monti. Z Wąchocka pojechaliśmy do Opatowa, z krótkim postojem przy ruinach zabytkowej fabryki w Nietulisku.
Celem wizyty w Opatowie była tamtejsza kolegiata p.w. św. Marcina, kolejny znany zabytek architektury romańskiej, z cennym renesansowym i barokowym wystrojem.
Przy okazji ciekawostka, którą niedawno przeczytałem. Na zewnętrznych murach kolegiaty, zbudowanych z ciosów piaskowca, widzieliśmy liczne wyżłobienia – na podstawie podobnych śladów w Tyńcu sądziłem, że są to ślady ostrzenia oręża przed wyruszeniem na wojnę. Tymczasem nie. Jest to pozostałość pogańskiego jeszcze zwyczaju niecenia ognia z użyciem specjalnych świdrów lub pił, które rozgrzewano do czerwoności trąc o kamień. Podobno zwyczaj ten przetrwał w okolicach Sandomierza do XIX w.
Na koniec tego dnia zwiedziliśmy zamek Krzyżtopór, obserwując postępy prac zmierzających do zabezpieczenia tej imponującej ruiny przed dalszym rozpadem.
Wreszcie w niedzielę najpierw zrobiliśmy pieszą wycieczkę na Łysicę – aż 612 m n.p.m., a następnie pojechaliśmy do Krzemionek Opatowskich zwiedzić prehistoryczną kopalnię krzemienia pasiastego. Ekspozycja i podziemna trasa ciekawa, szkoda, że na skutek jakiegoś idiotycznego zarządzenia nie można tam było kupić żadnych krzemiennych pamiątek.
Nie trzeba dodawać, że wieczorami także nie próżnowaliśmy, wspominając dawne wycieczki, snując nowe plany i śpiewając piosenki.