Dolomity 2012
28 sierpnia – 9 września
Dolomity, Dolomity
Wrześniowa wycieczka w Dolomity została zorganizowana trochę na chybcika, kiedy w lipcu okazało się, że brak jest wystarczającej liczby chętnych aby uruchomić wycieczkę do Lacjum. Może to nawet wyszło na dobre, bo Lacjum zrobimy w innej porze roku, a Dolomity nadzwyczajnie się udały.
Góry te były głównym celem i atrakcją naszego wyjazdu, ale po drodze zwiedzaliśmy jeszcze inne ciekawe miejsca. Zaczęło się od Znojma na Morawach, które wielu uczestnikom znane było tylko z paskudy w dawnej strefie wolnocłowej, a pokazało zupełnie inną twarz – uroczego, starego miasteczka z licznymi pięknymi zabytkami. Potem był deszczowy przejazd doliną Dunaju (Wachau) z miasteczkiem Durnstein i opactwem w Melku do Salzburga. Mieliśmy spędzić kolejny dzień w Alpach Bawarskich nad Koenigsee, ale wciąż padało, więc zwiedziliśmy piękny Salzburg, a nad jezioro pojechaliśmy dopiero popołudniem, gdy się przetarło. Następnego dnia był przejazd już w Dolomity – do San Martino di Castrozza – z krótką wycieczką po drodze do wodospadów Krimml. Dzień był słoneczny, a wody obfite, toteż na rozpylonych kropelkach tworzyły się wielobarwne tęcze.
Z San Martino pojechaliśmy najpierw w masyw Vette Feltrine, zachodnią część Parku Narodowego Dolomiti Bellunesi. Po blisko tysiącmetrowym podejściu osiągnęliśmy schronisko Dal Piaz (1993 m). W czasie podchodzenia szczyt Monte Pavione (2335) skrył się w chmurach, więc nie było sensu iść wyżej, a za to zrobiliśmy ciekawy trawers i zeszli ścieżką św. Antoniego do wioski Aune. Zejście wąską ścieżyną wśród wspaniałej skalnej scenerii było miejscami emocjonujące.
Następnego ranka obudził nas rzęsisty deszcz, a turnie Pale di San Martino ledwie majaczyły we mgle. Jednak prognoza pogody dawała trochę otuchy, bo od południa miało się przejaśniać. Rzeczywiście, kiedy wyjechaliśmy kolejką na Paso Rosetta (2572) już nie padało, a wciągu dalszej drogi zrobiło się nawet całkiem przyjemnie. Przeszliśmy od schroniska Rosetta (2581) przez Passo Pradidali Basso (2621) do schroniska Pradidali (2278), a następnie zeszliśmy w dolinę do Cant del Gal (1180), gdzie czekał bus. Schronisko Pradidali jest bardzo malowniczo położone w wysokogórskim krajobrazie, w którym wyróżniają się Cima Canali (2900) i niezwykła turnia Sass Maor (2814).
Kolejny dzień i zmieniamy miejsce pobytu. Przenosimy się na północny skraj Dolomitów, do Olangu, zwiedzając po drodze historyczny Trydent i zamek Runkelstein koło Bolzano, z zachowanymi średniowiecznymi freskami o świeckiej tematyce (unicum!).
Z Olangu zrobiliśmy dwie wycieczki, tym razem przy świetnej pogodzie. Pierwsza prowadziła z hali Prato Piazza (1993) podnóżami szczytu Croda Rossa (3139) do schroniska Biella (2320) a następnie nad piękne jezioro Braies (1493). Druga zaczęła się przy schronisku Auronzo (2320), dokąd można dojechać szosą. Schronisko jest położone u podnóża Tre Cime di Lavaredo (3001), które są ikoną Dolomitów. Obeszliśmy te niezwykłe turnie od zachodu, dochodząc wśród tłumu turystów do schroniska Locatelli (2438). Nad schroniskiem wznosi się łatwo dostępny szczyt Sasso di Sesto (2539) skąd podziwialiśmy panoramę. Następnie, spotykając różne pozostałości z pierwszej wojny światowej, zeszliśmy pod schronisko Tre Scarperi w dolinie Campo di Dentro.
Trzeba się już było pożegnać z Dolomitami, ale w powrotnej drodze mieliśmy jeszcze przejazd emocjonującą Grossglockner Hochalpenstrasse, która przecina Wysokie Taury i oferuje wspaniałe widoki na Grossglockner (3798) i kurczący się lodowiec Pasterze. Przejazd tą drogą okazał się bardzo czasochłonny, toteż do hotelu na skraju Wiednia dotarliśmy już późnym wieczorem. Program krajoznawczy wycieczki obejmował jeszcze tylko krótki spacer po Wiedniu i już trzeba było wracać do domu.
Dolomity jednak kuszą i może wybierzemy się tam znowu.