Karkonosze 2020
5 – 13 września
Zamiast Gór Pindos Karkonosze
W pierwszej połowie września mieliśmy wędrować po greckich górach Pindos, a wylądowaliśmy w rodzimych Karkonoszach. I, jak się okazało, był to bardzo dobry pomysł. Ostatnie wakacje przyniosły rekord frekwencji turystów w Karkonoskim Parku Narodowym. My, na szczęście, przyjechaliśmy tu w najlepszym momencie – na trasach nie było tłoczno, nie mówiąc o korkach. I dopisała nam piękna pogoda.
Przyjechaliśmy w sobotę 5 września do Zielonej Gospody w Przesiece, karkonoskiej wsi położonej malowniczo w Dolinie Czerwienia. Przesieka, do 1945 niemiecka wieś Hain, przez jeden rok nosiła nazwę Matejkowice. Tutaj bowiem w lipcu 1945 roku ekipa rewindykacyjna prof. Stanisława Lorentza odnalazła w miejscowej restauracji skrzynie z bezcennymi zbiorami, w tym – z trzema obrazami Matejki: Rejtan, Batory pod Pskowem i Unia lubelska.
W Przesiece znajduje się niezwykle urokliwy, trzeci pod względem wysokości wodospad w polskiej części Karkonoszy, 10-metrowy Wodospad Podgórnej, który tworzą dwie kaskady spadające do kotła eworsyjnego. U podnóża wodospadu znakomicie można „morsować” – i w naszej grupie też znalazł się taki śmiałek!
Nasze wędrówki zaczęliśmy w niedzielę od wizyty przy Wodospadzie Szklarki – drugim co do wysokości (13,5 m) wodospadzie w polskich Karkonoszach. Następnie wystartowaliśmy spod Muzeum Mineralogicznego do schroniska „Pod Łabskim Szczytem”. Nasza droga obfitowała w miłe niespodzianki: najpierw nasza Przewodniczka pokazała nam w wąwozie leśnym żyłę ametystową i wszyscy zamienili się nagle w dzieci – poszukiwaczy skarbów. A szybko okazało się, że ta okolica obfituje także w prawdziwki i nie tylko, więc zaczęło się radosne grzybobranie – ale poza terenem KPN! Spod schroniska „Pod Łabskim Szczytem”, posadowionego na krawędzi Łabskiego Kotła, oglądaliśmy wspaniałe widoki na Szklarską Porębę, Kotlinę Jeleniogórską i Góry Izerskie. Następnie przeszliśmy Ścieżką nad Reglami – jedną z najpiękniejszych tras w Karkonoszach – do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem, z zejściem do Michałowic.
Kolejny dzień zaczęliśmy w Kościele Górskim Naszego Zbawiciela – czyli słynnej Świątyni Wang w Karpaczu. Zbudowany z sosnowych bali na przełomie XII i XIII w. w miejscowości Vang w południowej Norwegii kościółek, jest najcenniejszym zabytkiem miasta. W 1841 roku zakupił go od Norwegów król pruski Fryderyk Wilhelm IV, a do Karpacza sprowadziła właścicielka pobliskiego Bukowca, hrabina von Reden. Po przewiezieniu rozebranego kościółka i rekonstrukcji bez użycia gwoździ, dobudowano krużganki i wieżę, a także wykonano okna, których pierwotnie nie miał. Od 1844 roku pełni funkcję Parafii Ewangelicko-Augsburskiej, a na przykościelnym cmentarzu pochowani są m.in. dwaj słynni twórcy kultury – Tadeusz Różewicz i Henryk Tomaszewski. Górska wycieczka w tym dniu obejmowała Polanę, grupę skalną Pielgrzymy, bardzo widokowy szlak do skalnej formacji Słonecznik, przejście nad krawędzią Kotła Wielkiego Stawu i Spaloną Strażnicę. Następnie zejście do słynnego Schroniska Strzecha Akademicka na Polanie Złotówki, potem równie słynne Schronisko Samotnia, ponownie Polana i Łomnickie Rozdroże. Kto chciał, mógł w tym dniu trochę sobie trasę skrócić.
We wtorek wyjechaliśmy wyciągiem z Karpacza na Kopę, a potem – wejście szlakiem czerwonym, czyli tzw. zakosami na wspaniale odsłoniętą w tym dniu Śnieżkę. Po drodze, w kilku punktach widokowych, podziwiać można było dolinę Łomniczki po polskiej i dolinę Upy po czeskiej stronie. W czasie ostatnich wakacji w Karkonoszach największa frekwencja została odnotowana właśnie na Śnieżce – codziennie szczyt góry zdobywało od 7 do 10 tysięcy osób. Na szczęście był już wrzesień… Schodziliśmy ze Śnieżki Drogą Jubileuszową ponad Kotłem Łomniczki, stwierdzając przy okazji, że brukowane drogi w górach to nie jest najlepszy pomysł. Ponownie minęliśmy Dom Śląski, udając się poprzez Równię pod Śnieżką do Lucni Boudy – najwyżej położonego schroniska turystycznego/hotelu oraz browaru w Europie Środkowej. Można się tu było odpowiednio wzmocnić, zwłaszcza po odwiedzeniu punktu widokowego Krakonos. Spod Lucni Boudy rozciąga się również piękny widok w kierunku Śnieżki, ponad subalpejskim torfowiskiem wierzchowinowym Upa. Urokliwy krajobraz tego rejonu przypomina tereny północnej Skandynawii. Z ciekawostek – w czasie drugiej wojny światowej w schronisku stacjonował oddział komandosów niemieckich, który na Śnieżce i jej zboczach przechodził szkolenie przed atakiem na Norwegię – panujący tu klimat oraz średnia roczna temperatura tworzą bowiem warunki podobne do strefy koła podbiegunowego.
Środę również zaczęliśmy od wyjazdu kolejką – tym razem ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę. Szlakiem koło Trzech Świnek doszliśmy do źródeł Łaby, największej rzeki w Czechach i jednej z największych w Europie. Następnie wizyta w schronisku/hotelu Labska Bouda – obiekcie o nieoczekiwanej, nowoczesnej architekturze. Ze schroniska ponowna wspinaczka na szczyt gór, by wyjść wprost na Śnieżnych Kotłach – dwóch cyrkach polodowcowych pomiędzy Wielkim Szyszakiem a Łabskim Szczytem. Stąd roztaczał się piękny widok na Śnieżne Stawki w dole oraz radiowo-telewizyjną stację przekaźnikową nad krawędzią kotłów. Zeszliśmy Koralową Ścieżką do Jagniątkowa.
Nadszedł czas na dzień krajobrazowy. Ze względu na zainteresowania, podzieliliśmy się w Kowarach na dwie grupy i udali równolegle do sztolni uranowej oraz parku miniatur. Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska działa na terenie nieczynnej, słynnej niegdyś fabryki dywanów. Trzeba przyznać, że jest i bardzo ciekawy, i pięknie zakomponowany.
Podziemna trasa turystyczna w nieczynnej kopalni rudy uranu w Kowarach jest stale monitorowana, dzięki czemu zwiedzanie tego ściśle tajnego niegdyś przedsięwzięcia jest bezpieczne. Przybliża historię górnictwa kowarskiego, przez ponad 800 lat związanego z wydobywaniem minerałów, kruszców, żelaza, srebra oraz rudy uranu. Obie usatysfakcjonowane grupy spotkały się potem na pięknej, kowarskiej starówce, gdzie udało nam się odwiedzić Stowarzyszenie Miłośników Kowar z ciekawą Izbą Pamięci, poświęconą historii i tradycjom miasta i regionu.
Kolejnym punktem programu w tym dniu był zespół pałacowo-parkowy w Bukowcu, z ogrodem krajobrazowym na wzór angielski, zaliczanym do najcenniejszych na Śląsku. Odbyliśmy więc piękny spacer po parku romantycznym z 300-letnimi dębami, urokliwymi stawami (były nawet nenufary, ale gdzie Toliboski???) oraz elementami małej architektury – Herbaciarnią i Opactwem. Nieoczekiwanie udało nam się odwiedzić również pałac, do niedawna zamknięty dla turystów, w którym obecnie mieści się siedziba Związku Gmin Karkonoskich. Obejrzeliśmy m.in. sale: kominkową, słoneczną i księżycową, a nawet zeszliśmy tajemniczą klatką schodową do podziemi. Mieszkająca tu niegdyś hrabina Friederike von Reden nie tylko umiejętnie zarządzała imponującym majątkiem, ale także wyjątkowo dużo i skutecznie udzielała się na niwie kulturalnej i społecznej. Dzięki swoim działaniom zyskała ogromny szacunek miejscowej ludności oraz określenie „Matki (Opiekunki) Kotliny Jeleniogórskiej”. Dzień zakończyliśmy krótką wizytą w Mysłakowicach, gdzie znajduje się pałac – obecnie szkoła – będący niegdyś letnią rezydencją królów pruskich oraz kościół – kiedyś protestancki, obecnie katolicki – z osobliwością, którą są dwie marmurowe kolumny wspierające ozdobny portyk przed głównym wejściem. Kolumny pochodzą wprost z wykopalisk w Pompejach i były prezentem króla Neapolu dla króla Fryderyka Wilhelma III.
W piątek znów wyruszyliśmy w góry. Z Przełęczy Okraj malowniczą trasą przeszliśmy na najwyższy szczyt Kowarskiego Grzbietu – charakterystyczny Skalny Stół, skąd można było podziwiać wspaniałe widoki nie tylko na Karkonosze. Wędrówka szła nam tak dobrze, była tak piękna pogoda, że szybko zapadła spontaniczna decyzja, by dodatkowo wybrać się jeszcze do schroniska Jelenka. Zeszliśmy więc w kierunku Sowiej Przełęczy, by po odpowiednim wzmocnieniu się w schronisku wrócić na Skalny Stół. Mieliśmy jeszcze dzisiaj dojść do Budnik – nieistniejącej już, odosobnionej małej osady, w której słońce przez 113 dni w roku nie wychodziło ponad masyw Grzbietu Kowarskiego.
Na koniec zetknęliśmy się jeszcze z ciekawą anomalią w Karpaczu, na ul. Strażackiej, niedaleko Dzikiego Wodospadu. Nasz autokar pozostawiony „na luzie” ze zgaszonym silnikiem sam toczył się pod górę! Podobnie działo się na drodze z butelką wody. Jedni tłumaczą to zjawisko iluzją – złudzeniem optycznym, inni uważają, że to anomalia grawitacyjna…
Ostatni dzień, sobota, był drugim dniem krajobrazowym. Zaczęliśmy go od pięknej trasy, którą przeszliśmy z Przesieki do zamku Chojnik, posadowionego nad 150-metrowym urwiskiem i od XVII wieku pozostającego trwałą ruiną. Ze szczytu wieży, najstarszej budowli zamkowej, roztacza się piękny widok na Kotlinę Jeleniogórską, a zwłaszcza na Karkonosze. Na głównym dziedzińcu zamku znajduje się pręgierz, datowany na 1410 rok. W wakacje wchodziło tutaj codziennie 1-1,5 tys. turystów. My mieliśmy dużo lepsze warunki do swobodnego zwiedzania. Następnie odwiedziliśmy najwyższy wodospad w polskich Sudetach, 27-metrowy Wodospad Kamieńczyka. Trzy kaskady, ogromne bloki skalne, 30-metrowe granitowe ściany i 100-metrowy kanion mogą robić wrażenie. Potem wybraliśmy się do Cieplic- Zdroju, czyli do najstarszego uzdrowiska w Polsce, obecnie dzielnicy Jeleniej Góry. Tutejsze ciepłe źródła już od 2 połowy XII wieku cieszyły się popularnością, a od XVII wieku bywało tu na kuracjach mnóstwo sławnych osobistości. Z ciekawostek – Marysieńka Sobieska gościła w uzdrowisku w 1687 roku z dworem liczącym – bagatela – około 1500 osób! Cieplice wywarły na nas wrażenie miasta bardzo estetycznego, zadbanego, czystego i bardzo zielonego. Oprócz wielu ciekawych obiektów zabytkowych, można było podziwiać dwa duże parki: Zdrojowy w stylu angielskim oraz Norweski z wyjątkowym pawilonem, wybudowanym w 1909 r. w klasycznym stylu norweskim zwanym smoczym.
A w niedzielę wszyscy się z Przesieki rozjechali…
Ambitny i ciekawy program wyprawy przygotował dla nas Piotr, a mistrzowsko pomogła nam go zrealizować Mariola Borecka – przewodniczka sudecka i pasjonatka regionu.
Tekst i zdjęcia przygotowała Viola.